Niesamowicie pięknie wydany, bogaty, obszerny zbiór listów mistrza fantastyki. Tolkiena nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Czytelnicy dzielą się na jego sympatyków, jak i przeciwników. Każdy tutaj zdecydowanie raczej kojarzy, że dla mnie Tolkien to klasyka, podwaliny tego, co kocham, esencja fantastyki. Fascynują mnie nie tylko jego powieści, ale cała jego osoba. W marcu również dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka miałam przyjemność oceniać analizę "Tolkien i pierwsza wojna światowa" (klik), gdzie również znajdowało się omówienie części korespondencji tego autora. "Listy" w cudowny sposób zgrywają się z tamtą pozycją, dając nam szerszy pogląd na charakter tego człowieka i jego procesy myślowe.
30 listopada 2020
Listy- J. R. R. Tolkien
Niesamowicie pięknie wydany, bogaty, obszerny zbiór listów mistrza fantastyki. Tolkiena nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Czytelnicy dzielą się na jego sympatyków, jak i przeciwników. Każdy tutaj zdecydowanie raczej kojarzy, że dla mnie Tolkien to klasyka, podwaliny tego, co kocham, esencja fantastyki. Fascynują mnie nie tylko jego powieści, ale cała jego osoba. W marcu również dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka miałam przyjemność oceniać analizę "Tolkien i pierwsza wojna światowa" (klik), gdzie również znajdowało się omówienie części korespondencji tego autora. "Listy" w cudowny sposób zgrywają się z tamtą pozycją, dając nam szerszy pogląd na charakter tego człowieka i jego procesy myślowe.
27 listopada 2020
New Orleans Rush- Kelly Siskind
"New Orleans Rush" to fajna odmiana od typowych erotyków, które wychodziły w ostatnim czasie. Jest to romans z nutą komedii, który rozbudzi zmysły czytelniczek, ale też je rozbawi. Całość osadzona jest w dość oryginalnym klimacie sztuczek magicznych, artystów, bohaterów pełnych wad. Nie jest to jakoś mocno rozbudowana i skomplikowana pozycja, także zdecydowanie coś dla czytelników, którzy pragną się odstresować.
21 listopada 2020
Przyrodnia siostra- Jennifer Donnelly
Jakie to było ciekawe i jakie to było oryginalne! Widziałam już wiele pozytywnych opinii na temat tej książki i już od pierwszych stron czułam, że moja nie będzie inna. "Przyrodnia siostra" to książka, która zaczyna się z przytupem i mocnym zaszokowaniem czytelnika. Zaczynamy przygodę z odświeżoną wersją "Kopciuszka", ale to wszystko nadal potrafi nas nieźle zaskoczyć. W dodatku lekkie i barwne pióro autorki, sprawia, że wsiąkamy bez reszty.
ISABELLE jest przyrodnią siostrą Elli, która w tej powieści jest kopciuszkiem. Kiedyś łączyła je przyjaźń, ale uroda i charakter siostry sprawiły, że ich losy bardzo się poróżniły. Przypieczętowaniem rozłamu jest wizyta księcia, który szuka właścicielki pantofelka. Matka Isabelle oraz Tavi postanowiła zrobić wszystko, by to jedna z córek trafiła do pałacu. Niestety oszustwo wychodzi na jaw, a decyzje despotycznej matki mają wpływ na całe życie obu dziewcząt. Piękna Ella wyjeżdża z księciem, a my poznajemy losy tych, które zostały. Isabelle straciła wszystko, co kocha, a Tavi nie może realizować swoich marzeń. Okazuje się, że życie ma już dla nich plan, ale jedna z nich postanowi spróbować go zmienić.
Powieść naprawdę wciąga już od początku. Pióro Jennifer Donnely jest wprost cudowne: barwne, zagadkowe, magiczne, tworzy prawdziwie baśniowy klimat. Choć autorka wykorzystała dobrze nam znany motyw, to dodała tu wiele nowości, które świetnie łączą się w całość. Akcja rozłożona jest równomiernie, cały czas coś się dzieje, cały czas czytelnik jest zaangażowany w los bohaterów. Z pozoru młodzieżowa historia posiada mnóstwo poważnych i trudnych wątków. Główna bohaterka doświadcza odrzucenia społecznego, nienawiści, brutalności, niesprawiedliwości. Poznajemy również relacje między dwójką młodych dziewcząt, a ich matką, która realizuje jedynie swoje marzenia. Ponadto równie ciekawy wątek to los i jego koleje: to, jak Isabelle próbuje zmienić swoje życie, próbuje odnaleźć swoje prawdziwe serce. To książka pełna wielu ukrytych przekazów i wartości. Czytelnik nie tylko "bawi się" fabułą tej pozycji, ale też z przyjemnością odkrywa jej drugie znaczenie.
4 listopada 2020
Zabierz mnie ze sobą- Nina G. Jones
W Polsce bardzo dużo pojawiło się już romansów oraz erotyków. Jeśli chodzi o gatunek dark erotyków, to mam wrażenie, że tak naprawdę dopiero wchodzimy w tę fazę. Do tej pory coś ostrego i brutalnego kojarzyło się czytelnikom głównie z mafią. Prawda jest taka, że prawdziwy 'dark' to coś, co dopiero powali Was na kolana. Jedno jest pewne: to NIE są książki dla każdego. Fantazje takie jak te, to naprawdę nieczyste, brutalne i ostre tematy. "Zabierz mnie ze sobą" to książka napisana z niesamowitą przenikliwością oraz starannością, która opatrzona jest wszelkimi możliwymi ostrzeżeniami.
26 października 2020
Dominic- Natasha Knight
Pierwszy tom tej serii gdzieś tam dostarczył mi lekkiego zawodu. Jednak z racji na to, że każdy tom to odrębna historia, dałam Natashy Knight kolejną szansę. Tematyka mafii w książkowych historiach została wykorzystana już chyba na maksa. Czytelnika ciężko zaskoczyć, a wręcz łatwo zniechęcić. Tym razem nie obyło się bez małych potknięć, ale było zdecydowanie lepiej!
25 października 2020
Mój szef- Melissa Darwood (ZE SPOJLERAMI)
Ostatnio coraz częściej mam czas na książki, których nie dostaję od wydawnictw. Pomaga też pakiet Legmi, dzięki któremu mogę korzystać z audiobooków. "Mój szef" nie zwrócił mojej uwagi swoją premierą, ale zrobiła to autorka swoimi wypowiedziami w kierunku blogerów. Postanowiłam z czystej ciekawości zajrzeć do tej książki i ją szczerze ocenić. Wypadło tragicznie, więc chyba jednak mogłam uwierzyć na słowo w opinie, które krążyły po necie. Ale przynajmniej teraz mam swoją. Ciekawi co tu się w ogóle odprawia i skąd moje negatywne zdanie?
Czytacie dalej na własną odpowiedzialność, gdyż w dużej mierze streszczam pewne detale z książki.
Zacznijmy w ogóle od początku, że główna bohaterka jest tak sprzeczna, jak tylko można to sobie wyobrazić. Już od pierwszych momentów czytamy o tym, jaki ma typ faceta, i z pewnością... nie jest to jej szef. Chwilę później już upomina siebie samą za to, że na przerwie myśli o szefie. Kuriozalna sytuacja powtarza się co kilka rozdziałów, a hitem jest ich pierwsze zbliżenie i dalsze rozważania bohaterki w tym temacie. Oczywiście on nie podobał jej się NIGDY, ale wszyscy wiemy, że było inaczej. Psychologia tej bohaterki ma takie luki, że gdy bohater przyznaje się, iż buja się w niej pół roku, to ona stwierdza, że poszłaby z nim na randkę już pierwszego dnia.
Skoro już jesteśmy na pracy, to w tej kwestii ręce i cycki opadają. Maria zgłasza się do naprawdę dużej korporacji i przechodzi przez pięciostopniowy etap rekrutacji. Jest naprawdę szczerze ZDZIWIONA, że nie ma rozmowny z bezpośrednim szefem. Jej stanowisko to specjalista do spraw finansów, ale oczywiście dostaje biurko zaraz przy jego biurku i staje się niemalże jego osobistą asystentką. No i maile... dorosła kobieta rzuca fochem na fakt, że jej szef nie toleruje EMOTIKONEK w korespondencji pracowniczej. Tak naprawdę dziewczyna dostaje porządną, dobrze płatną pracę, a chce wziąć już zaraz dzień wolny ze zmęczenia, a w pierwszym tygodniu pracy dziwi się, że nie może OT TAK, w trakcie pracy wyskoczyć po używany fotel. Niby poważna kobieta, a jednak w głowie siano. Po odmowie na wyjście, nazywa szefa kutafonem i stwierdza, że nie ma on "za krzty uczuć". No cóż, zaskoczę Was... mnie też nikt w pracy też nigdzie nie puszcza na wolne ;)
Maria ma świetną głowę. Duże obliczenia robi w pamięci, ale chyba nieco zapomina o powadze pracy, w której się znalazła. Zestawienie rocznych zarobków pewnej firmy, podaje szefowi z pamięci i przyznaje się, że policzyła to... zjeżdżając do niego windą. No, naprawdę... pozazdrościć umiejętności, ale gdzie podziały się tabele i profesjonalizm? Ponadto dziewczyna ma naprawdę wysokie mniemanie o sobie i jest niezwykle denerwującą postacią. Jej wewnętrzne monologi to wierna kopia wewnętrznej bogini z "Greya". Jeśli na tym by się skończyło, to może i nie byłoby tragedii, ale niestety tak nie jest. Maria popisuje się swoją inteligencją na lewo i prawo, często w sposób nietaktowny i nieprofesjonalny. Już po kilku dniach związku z Karolem (który pracuje w tej samej firmie) stwierdza, że jest on tym mniej inteligentnym w ich relacji. Dodatkowo uważa siebie za poważną osobę, ale kiedy ma zostać wylana z pracy, to unika wręczenia Janowi wypowiedzenia osobiście, a pakując swoje rzeczy... kradnie karteczki i inne pierdoły.
KAROL, to jest w ogóle wątek paradoksalny i niepotrzebny. Autorka potrzebowała czegoś, co rozproszy nam bohaterkę na jakiś czas i stwierdziła "a wkleimy jej faceta". Po kilku dniach dziewczyna potrzebuje pomocy ze sprowadzeniem pewnego fotela. Zapomina, że w ogóle ma chłopaka, co później powtarza się jeszcze kilka razy. Dalej mamy sytuację, kiedy dzwoni do niego i w tle słyszy jęki i śmiech kobiety. Facet ewidentnie kłamie na temat tego, że jest w pracy, ale nasza YNteligentna i BYSTRA bohaterka nic nie łapie. Później w ogóle ten pomysł na wątek zostaje przez autorkę całkiem porzucony i okazuje się, że to Maria rzuca "pipkę" za to, że bardziej lubi grać w Counter Strike...
Cała książka przesiąknięta jest zbyt dokładnymi opisami najprostszych czynności. Ultra dokładny i irytujący opis odpalania papierosa, czy to jak szef prowadzi auto. Dowiecie się, jak ogień zajmuje białą bibułkę oraz to, jakich biegów w danym momencie używa bohater. Dziewczyna wydaje się być niezwykle spostrzegawcza, co jest niezwykle głupie, kiedy podczas jazdy nie orientuje się, że podjechali pod jej dom. Takich wpadek jest o wiele, wiele więcej, więc szczegółowość książki jest chyba zależna od kaprysów autorki.
Przekleństwa i wyzwiska są w tej książce na porządku każdej strony, ale niestety ich użycie pozostawia wiele do życzenia. Zacznę od tego, że większość przekleństw wstawiona jest niesamowicie sztucznie i ma na celu chyba "wydorośleć" nam bohaterów. Dodatkowo Maria wyzywa wszystkich jak leci, jeśli tylko sytuacja nie pasuje jej aktualnemu nastrojowi. Wyzwiska względem szefa to norma, ale obrywa się też innym, niewinnym ludziom.
Melissa Darwood tworzy swoją bohaterkę na osobę poważną, ale pełną humoru. Wychodzi to oczywiście niesamowicie sztucznie, a uzupełnieniem całej tej parodii jest stosowanie anglo-języcznych wstawek. O ile cytowanie zagranicznych piosenek ma jakiś sens, o tyle wrzutki typu "run, Maria, run!" są mocnym przegięciem. Oczywiście te momenty nie zostają wyjaśnione przypisami, więc osoby nie umiejące języka angielskiego, nie będą nawet wiedziały o co chodzi (no troszkę, jakby... chamsko). No i autorka uwielbia słowotwórstwo, niesmaczne opisy oraz zdrobnienia, które brzmią jak język przedszkolaka. Dziewczyna miewa mindfuck, a on ma minę jak "exelowy #ARG!". Kolejnym przykładem może być opis seksu oralnego, przy którym Kuba ma brzydko pachnące narządy płciowe. Bohaterka nazywa jego penisa "wacusiem śmierdziusiem" i stwierdza, że jeszcze chwila, a "wacuś byłby ubrany w wymiotny kubraczek". Może kogoś to śmieszy, mnie zdecydowanie nie.
Książka jest napisana tak jakby przez dwie osobowości... i nijak się ma to co charakterów bohaterów. Raz jesteśmy bombardowani toną detali, innym razem opisy są niezwykle spłycone. Ponadto stylistyka wypowiedzi postaci nie ma żadnych konsekwencji. "Tadeo" jest kreowany na typowego dresa, który rzuca "pustymi" tekstami, ale zaledwie trzy strony dalej wysławia się jak doświadczony poliglota. Rozmowa Marii z przyjaciółką na temat relacji z Janem zaczyna się jak typowa, przyjacielska pogadanka, a chwilę później czytamy sformułowania niczym skopiowaną Wikipedię. To samo jest z wypowiedzią końcową Jana, na temat jego uczuć i charakteru. Jest ona tak długa i sztuczna, że aż nie da się tego czytać. Znajdziecie tu również akcje rodem z filmów Tarrantino. Kiedy Maria wysiada z auta na parkingu przed szpitalem, wpada w poślizg. Pozy, jakie przyjmuje są godne podziwu, a smród zbliżającego się kontenera to pretekst do zapełnienia kolejnej strony w książce. Jak na "porządne" kino akcji, on ją łapie, ratuje, a na pytanie czy nic jej nie jest, ona odpowiada, że "wieje jej po cipce". Parę sekund później, on na oczach wszystkich jest podniecony i jest miłość (chociaż ona niby go nie lubi, jeszcze). Akcję przerywa rodzinna kłótnia, więc kiedy kilkanaście minut później bohaterka wsiada do jego auta na nagrzane fotele, a jej "jajniki i pęcherz wzdychają z ulgą". Brakuje tylko, żeby kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać...
Nie podobało mi się podejście autorki do pewnych kwestii, z jakimi opisuje pracę Marii, postać Jana i rodziców bohaterki. Wszystko jest złem wcielonym i tylko ona jest tą rozważną, wartościową, zaradną. Jego mieszkanie opisane jest niczym zbędny luksus, wszystko jest tak przejaskrawione, że aż boli. Podgrzewanie podłogowe to wyższy luksus z komentarzem "kto bogatemu zabroni?", widać w tym olbrzymią dawkę jadu. Maria już na samym wejściu, zamiast pochwalić cokolwiek w wystroju, to strzela przepytankę na temat tego, ile metrów i pokoi ma ten apartament. Zaraz po ich seksie czytamy "boski" opis czystej toalety i detale na temat drożdżycy pochwy, którą kiedyś miała Maria. Bohaterka jest w siódmym niebie, że w końcu, pierwszy raz zrobi kupkę poza swoim domem. Ponadto bohater ma czterdziestkę na karku, więc zaraz zacznie pachnieć zniczem. Nie wiem, ile autorka ma lat, ale jak dla mnie tekst mocno obraźliwy. Maria również pewnego, nudnego dnia korpo-pracy stwierdza, że woli już kopać rowy, niż lizać rowy przełożonym w pracy. Jak dla mnie to całe podejście jest niesmaczne, nietaktowne i po prostu płytkie.
JAN jest postacią złożoną i jak się później okazuje: ma zespół Aspergera. To wszystko miałoby sens, gdybyśmy ucięli tak 3/4 początku książki. Jego zachowanie w pracy, na początku relacji, jest zgoła inne od tego, jak zachowuje się on później. Odniosłam wrażenie, że Melissa wpadła na ten pomysł zbyt późno i nagle chciała "upchać" wszystkie jego niedoskonałości w kilku momentach. To, co mogę pochwalić to zainteresowanie bohatera (zegarmistrzostwo) i research autorki w tym temacie. Całość mogłaby być dobrze wykorzystana i zrobiona, gdyby nie zostało to podane niczym nudna i przydługa lista zakupowa. Zdecydowany przesyt treści nad formą i przekazem.
Ogólnie było źle, bardzo źle. Wszystko, co tutaj wypisałam to jakaś połowa notatek, jakie sporządziłam w trakcie lektury. Absurdalnych detali, wypowiedzi i wątków jest zdecydowanie więcej. Bohaterowie są niedopracowani, chaotyczni i pełni niedociągnięć. Ponadto książka nie posiada logicznej, dobrze opisanej linii czasowej. Autorka skacze między wątkami, wprowadza dziwne przeskoki czasowe, rozciąga wydarzenia nieproporcjonalnie do czasu, jaki mija w tle. Jest tutaj naprawdę niewiele plusów, a mnóstwo rzeczy, do których można się przyczepić. Być może są osoby, którym ta fikcja się podobała lub spodoba, ale nie rozumiem aż tylu ochów i achów ze strony wiernych fanek autorki. Osobiście jestem zdecydowanie na nie i nie polecam Wam tracić czasu.
19 października 2020
Reaper's Legacy- Joanna Wylde (PRZEDPREMIEROWO)
13 października 2020
Miłosny blef- D. B. Foryś (PRZEDPREMIEROWO)
"Miłosny blef" jest całkowicie inną książką niż te, które do tej pory zaserwowała nam autorka. Zaczęłam czytać tę książkę jako jedną wielką niewiadomą i okazało się, że bardzo szybko się wciągnęłam. Jest to zdecydowanie nietypowa historia miłosna, więc jeśli szukacie czegoś nowego, to zapraszam!
10 października 2020
Berło ziemi- A. C. Gaughen
Nie patrzcie na tę okładkę, serio. Jest w ciekawych kolorach, dość oklepana, jednak nijak ma się do książki. Kiedy już pominiecie kwestie wizualne, skupcie się na opisie i magii, jaka z niego wypływa. Książka porównywana jest do twórczości Sary J. Maas, ale podam Wam jeszcze jedno moje skojarzenie: fani "Buntowniczki z pustyni" od Alwyn Hamilton również będą zachwyceni! Spodziewałam się dość przewidywalnej i lekkiej fantastyki młodzieżowej, a dostałam pełną emocji, dojrzałą historię. Wciągnęłam się od pierwszych rozdziałów, więc już teraz Wam powiem, że zdecydowanie warto!
29 września 2020
Arrow's hell- Chantal Fernando
Motocykle, tatuaże, niebezpieczeństwo, adrenalina. To coś, co w książkach uwielbiam. Mimo wszystko jak się człowiek tak trochę tego "oczyta" to ciężko trafić na coś naprawdę fajnego. Seria Wind Dragons MC podoba mi się na starcie dzięki okładkom. Fajne, ciepłe kolory, a nie stereotypowa czerń z czerwonym. Książki Chantal Fernando nie są jakoś wyjątkowo udziwnione czy pomysłowe, ale czyta się je naprawdę przyjemnie. Lubicie takie klimaty?
28 września 2020
Zły czas- K. N. Haner (PRZEDPREMIEROWO)
Nadchodzi ZŁY CZAS, który z pewnością zapewni Wam niesamowite przeżycia. W przeciwieństwie do szalonego tytułu mogę już na wstępie powiedzieć Wam, że czas z tą książką będzie pełen emocji i wrażeń. To historia, której nie da się wyrzucić ze swojej pamięci. Bardzo rzadko zdarza się, żeby kontynuacje książek zaskoczyły mnie w tak dużym stopniu. Po ilości romansów, jakie przeszły przez moją biblioteczkę, kojarzę już wiele schematów i wiele się domyślam. "Złe miejsce" podbiło moje serducho od pierwszych rozdziałów, a końcówką "Złego czasu" autorka udowodniła, że jeszcze się da czytelnika wbić w fotel!
22 września 2020
Pole girl- Kinga Litkowiec (PRZEDPREMIEROWO)
To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Kingi, ale zdecydowanie jak do tej pory najlepsze. "Pole girl" to coś nowego w tematyce książkowej i bardzo mnie ten temat zaciekawił. Taniec gdzieś tam pojawia się w książkach częściej, ale pole dance to już inna bajka. Historia zwyczajnej dziewczyny z nietypowym hobby zamienia się w coś, co zaskakuje i intryguje.
16 września 2020
Pamiętaj, że byłam- Beata Majewska (PREMIERA)
Historię "Zapomnij, że istniałem" pokochałam od pierwszych stron, więc tym mocniej nie mogłam doczekać się kolejnego tomu. To, co tutaj dostałam, to był istny szok. Spodziewałam się kontynuacji poprzedniego tematu, a tymczasem trafiłam w całkiem inny klimat. Początkowo czułam wewnętrzny, czytelniczy bunt. No bo jak to... gdzie jest mój Rafał? Złość minęła bardzo szybko, jak tylko wkręciłam się w to wszystko na nowo. Tym razem Beata Majewska zabiera nas do Rosji i zdecydowanie dużo się dzieje!
1 września 2020
Zdradliwy los- Ana Rose (PRZEDPREMIEROWO)
"To, co wyciągnęłam z niego stawało się burzą, która miała zamienić się w tornado.
A ja miałam zostać zmieciona w drobny pył."
Akurat tę książkę Any Rose rozpoczęłam całkowicie na ślepo. Nie pytałam o czym będzie historia, po prostu zaczęłam czytać. Całość zaczyna się z przytupem i szybko dowiadujemy się, że będzie ciekawie. Autorka rzuca nas w akcję, a następnie powoli zaczyna tłumaczyć co i jak. Już po kilku rozdziałach mega zżyłam się z tymi postaciami i chciałam więcej. A niestety miałam tego pecha, że musiałam czekać, aż to "więcej" zostanie napisane. To był koszmar, także zazdroszczę Wam tego, że możecie przeczytać ją w całości!
AVERY to młoda dziewczyna, która przez kilka ostatnich lat wiodła proste życie w towarzystwie swojej mamy. Ich los całkowicie się zmienia, kiedy mama poznaje swoją drugą miłość, Steve'a. Trafiają do dużego miasta, bogatej dzielnicy i całkiem nowego towarzystwa. Widzimy jak Avery zmaga się z nowymi wyzwaniami i stara się wpasować w otoczenie. Pierwsze pozytywne znajomości sprawiają, że wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku. Dopóki nie poznaje pewnego buntownika, który namiesza w tym wszystkim najbardziej. SHANE nie akceptuje tego, że będzie miał nową rodzinę. Według niego ojciec nie powinien rozglądać się za nową kobietą. Jeszcze bardziej irracjonalnym wydaje się pomysł, że Shane będzie chciał zżyć się z tymi kobietami. Aby unikać ich spotkania rzuca się w wir imprez i niebezpiecznych akcji. Pewnego wieczoru spotyka dziewczynę, która zawróci mu w głowie. Tyle, że prawda o jej tożsamości wcale mu się nie spodoba...
Na ogół romanse z wątkiem przybranego rodzeństwa opierają się na relacjach hate-love. Tutaj jest podobnie, ale niesamowicie podobało mi się to, że Ana Rose wcale nie zrobiła z naszych bohaterów grzecznych postaci. Język jest odważny i ostry, co dodaje całości większej pikanterii. Relacja między tą dwójką z pozoru rozwija się powoli tylko po to, by zaraz zaskoczyć nas niezłym wybuchem. W książce główną rolę gra miłość w wielu odcieniach. Dowiadujemy się, że zakochać można się z zaskoczenia, wbrew przeciwnościom oraz w każdym wieku. Śledzimy nie tylko losy głównych bohaterów, ale też historię ich rodziców, którzy pokazują nam tą "dojrzalszą" stronę. W tym wszystkim jest jeszcze problematyka wzajemnej akceptacji w nowej rodzinie, skomplikowanych relacji i żałoby. Całość zdecydowanie potrafi zaskoczyć czytelnika szeroką gamą emocji: od szczęścia po dogłębnie przejmujący smutek.
Lubię historie, które podczas lektury wywołują dreszczyk, ale też skłaniają do przemyśleń. Fajnie, jeśli książka jest stosunkowo "lekka", ale też zawiera wartościowe tematy. Bohaterowie tej książki nie są powierzchowni, posiadają fajnie zbudowane tło psychologiczne, które ciekawie się odkrywa. Co prawda Avery kilka razy mocno mnie zirytowała, ale za to Shane jest dobrą, konsekwentną postacią. "Zdradliwy los" czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Na przestrzeni ksiażek Any Rose widzimy postępy w jej warsztacie pisarskim: ciekawe dialogi i dobrze dobrane opisy. Proporcje między akcją, a przedstawieniem świata są dobrane tak, że nie ma tutaj momentów nudy. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona, więc oby tak dalej! Avery i Shane zabiorą Was w szaloną przygodę pełną wzruszeń i radości. Zdecydowanie polecam :)
PREMIERA 08.09 pod patronatem Iskierka_czyta.
"Zmieniłem się i czuję, że gubię się we wszystkim. Stałem się swoim przeciwieństwem.
Kimś, kim nigdy nie chciałem być."
Za możliwość przeczytania dziękuję autorce książki.












































