Poszukiwaczka - Arwen Elys Dayton
"Sędziowie złapali ich w żelazny uścisk, uniemożliwiając poruszenie się.
Quin czuła, jak drobne, silne ręce Młodej Sędzi przemocą wysuwają
jej lewe przedramię i przytrzymują na miejscu.W następnej chwili Briac
przycisnął rozżarzony stempel do jej nadgarstka, wypalając w jej skórze
symbol athamenu i wydzierając z jej gardła przeciągły krzyk, podczas
gdy metal zagłębiał się w dymiące ciało. Odtąd była Poszukiwaczką,
naznaczoną na całe życie.
Zawsze sądziła, że ten znak będzie symbolem jej dumy, ale teraz stał się
dla niej piętnem hańby. Była przeklęta."
Poszukiwaczka - już sam tytuł wzbudził we mnie zainteresowanie. Tak się zastanawiałam "no bo co niby można poszukiwać?". Myślałam, że skoro na okładce jest miecz, zarys jakiś kozic (? niestety nie jestem zbyt dobra z interpretacji kształtów zwierząt) to skojarzyłam to z jakimiś wyprawami wojowników, w głowie miałam jakieś podróże przez góry i szlachetne akcje odnajdywania zagubionych ludzi! Jednak okazało się to nie mieć nic wspólnego z okładką, co uznaję trochę za minus całej akcji.
Powiem Wam szczerze, że już dawno nie miałam aż tylu mieszanych uczuć dotyczących jednej książki. NIBY mi się podobała i NIBY jednak jestem zawiedziona.
Przed rozpoczęciem pisania tej recenzji starałam się określić, czy będzie ona pozytywna, czy jednak negatywna. Uznałam, że podjęcie tej decyzji jest zbyt trudne i jednocześnie bez sensu.
Przed rozpoczęciem pisania tej recenzji starałam się określić, czy będzie ona pozytywna, czy jednak negatywna. Uznałam, że podjęcie tej decyzji jest zbyt trudne i jednocześnie bez sensu.

Idąc dalej powiem Wam co nieco o świecie stworzonym przez bohaterkę, który o dziwo irytował mnie tutaj najbardziej. O ile bohaterowie są zbudowani dość dobrze, to świat...pozostawia wiele do życzenia. Na początku książki poznajemy wioskę, w której Quin, Shinobu, John i inni żyją. Są to drewniane chaty mieszkalne, jakieś tam warsztaty, zbrojownie, sale treningowe. Autorka opisuje wszystko dość szczegółowo (nawet to jak w trakcie treningu słoma pod butami przeszkadza naszej bohaterce!). Ludzie w okolicy tej wioski podróżują pieszo, albo na koniach. Więc czytam i myślę - OK, takie trochę średniowiecze, wyobrażam sobie to wszystko i jestem względnie zadowolona, ponieważ lubię takie klimaty. I nagle co się okazuje - John trafia do innego miasta, do swojego dziadka. I tutaj już w ogóle mam jeden wielki problem z odgadnięciem "co autorka miała na myśli" ponieważ trafiamy do Londynu. I to nie takiego z wersji tej średniowiecznej, ale czytamy o drapaczach chmur oraz statku latającym nad Londynem, którego właścicielem jest dziadek Johna. Wielkie miasto i opis rozwoju technologicznego widzimy też w dalszej części książki przy opisie Hongkongu. Ciężko sobie zwizualizować ten świat tak, aby miało to logiczny sens. Autorka momentami zbyt wiele czasu poświęca na opisywanie szczegółów takich jak trening bohaterów. Oczywiście fajnie jest przeczytać kawałek akcji, tego jak walczą bohaterowie, ale nie wtedy, gdy trwa to jakieś 1.5 strony.
Bohaterowie jak wspomniałam wyżej są całkiem pozytywni. Pasowało mi szczególnie to, że wątek miłosny nie był zbyt banalny i nie zajmował głównego elementu książki. Jest to plus dla osób, które cenią fantastyczną fabułę, a nie rozterki miłosne naszych bohaterów. Myślę, że to jest akurat to, co może zachęcić do przeczytania zarówno chłopaków, jak i dziewczyny. Największym zawodem jest jednak John, nie liczyłam na "wielką miłość", ale postać okazuje się jednak samolubna i skupiona tylko na osiąganiu własnych celów. Jego zachowania niestety nic nie może usprawiedliwić, co spowodowało, że szybko znienawidziłam tą postać i niechętnie czytałam związane z nią fragmenty. Bohaterowie są stosunkowo młodzi, co totalnie nie odpowiadało ich umiejętnościom jakie posiadali. Na ogół to nastolatkowie, którzy "umieją wszystko" i "wymiatają" w każdej dziedzinie. Dla dodania realizmu przydałoby się, aby posiadali jakieś minusy, bądź najnormalniej byli nieco starsi.

"Kiedy znalazła swojego mistrza w posiadłości, powitała go z wielką radością, przekonana, że nareszcie zaprowadzi sprawiedliwość. Ale okazuje się, że on wiedział o ciemnych sprawach Średniego i nie kiwnął palcem, aby go powstrzymać. W błysku oka pojęła, że Stary Sędzia, jej dobry mistrz, był w jakiś sposób powiązany z tym potworem"
O książce słyszę chyba pierwszy raz😉 Raczej nie dopiszę jej do mojej ciągnącej się kilometrami listy książek do przeczytania, ale kto wie.. może kiedyś jeszcze przypadkiem wpadnie w moje łapki. Pozdrawiam bardzo serdecznie!
OdpowiedzUsuńSzczerze, nie czytam takich książek, ale wciągnął mnie Twój opis i serio zastanawiam się czy kiedyś jej nie przeczytać.
OdpowiedzUsuń